Boże, niech Magda Gessler restauracji pomoże...

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Kapica
Tomasz Kapica

Boże, niech Magda Gessler restauracji pomoże...

Tomasz Kapica

Wyciąga z dołka restauracyjne biznesy, uczy, że restaurator to powołanie, a sukces to wypadkowa dobrze poukładanych stosunków w firmie. Przywraca wiarę w polską gastronomię i smak, na którym nie można oszczędzać.

Niewielki bar przy ulicy 3 Maja w Głogówku mieści się na terenie bazy transportowej. Nazywał się „Rammer Jammer” i serwował głównie amerykańskie dania. Jego właścicielką jest pani Katarzyna Kamola, z zawodu kosmetyczka, z zamiłowania pasjonatka gotowania i blogerka kulinarna.

Z początku dobra lokalizacja i pomysł na kuchnię amerykańską z szybkimi daniami, jak hamburgery i frytki, zaskarbiły sobie klientelę i przynosiły zyski.

Niestety po jakimś czasie pojawiły się problemy osobiste, które położyły się cieniem na funkcjonowaniu restauracji. Pani Katarzyna pomyślała o tym, żeby poprosić o pomoc Magdę Gessler. To znana w Polsce właścicielka oraz współwłaścicielka kilku restauracji, m.in. „U Fukiera” i „Słodki Słony” w Warszawie. Od kilku lat prowadząca program „Kuchenne rewolucje” oraz jurorka polskiej edycji MasterChef.

- Złożyłam typowe zgłoszenie do programu „Kuchenne rewolucje”. Nie byłam pewna, co z tego wszystkiego wyjdzie, ale postanowiłam zaryzykować - mówi pani Katarzyna.

Początek był fatalny

Po dwóch tygodniach otrzymała telefon z informacją, że jej restauracja została wstępnie zakwalifikowana do programu. Niedługo po tym przyjechała ekipa filmowa, która przygotowała odpowiednią dokumentację. Wreszcie do Głogówka zawitała słynna restauratorka, która postanowiła sprawdzić, dlaczego „Ameryka” w Głogówku się nie przyjęła i czy lokal ma potencjał, który może odmienić jego los.

Magda Gessler spróbowała specjałów miejscowej kuchni i... doprowadziła właścicielkę i obsługę do łez. Pancake był gumowaty, burgery nie były przyprawione, a kotlet przypominał... pewną część ciała. Ekipa przystąpiła do rewolucji. Zmieniono menu, z którego wyleciały amerykańskie potrawy, a także wystrój lokalu, nazwę. Kucharki bardziej przyłożyły się do pracy.

Zmianom kibicowali mieszkańcy

Od początku Magda Gessler widziała tu jednak potencjał. Dlatego zdradziła kucharkom kilka przepisów, m.in. na gulasz wg Magdy Gessler, zupę chrzanową i budyń z ajerkoniakiem. Zmianom bardzo mocno kibicowali mieszkańcy Głogówka, którzy chętnie odwiedzali restaurację w czasie, w którym pracowała tu ekipa filmowa.

Sama restauratorka z mieszanymi uczuciami wracała jednak do Głogówka, by sprawdzić, czy rewolucja przeszła próbę czasu i czy ktoś nie zechciał zrezygnować ze swojskich smaków na rzecz amerykańskich frykasów. Finał wprawił wszystkich w osłupienie.

Premiera odcinka miała miejsce w czwartek wieczorem. Przed napisaniem tego tekstu obsługa lokalu go nie widziała. Ale już było wiadomo, że przygoda z „Kuchennymi rewolucjami” raczej się opłacała.
- Pani Magda to jednak fachowiec, nie ma co - mówi pani Katarzyna.

Tu już nie ma Ameryki, tu jest teraz polska kuchnia

Scenariusz każdego z odcinków „Kuchennych rewolucji” z grubsza wygląda podobnie: znana restauratorka Magda Gessler przyjeżdża do lokalu i prosi o podanie kilku sztandarowych potraw.

Najczęściej nie zostawia suchej nitki na obsłudze lokalu i tym, co przed chwilą zjadła. Potem wprowadza zmiany i po czasie sprawdza, czy się przyjęły. Proste i nawet dość przewidywalne, ale od lat gromadzi miliony widzów przed telewizorami. Nie inaczej było z rewolucją w lokalu „Rammer Jammer” w Głogówku, który od niedawna nosi bardziej swojską nazwę „Gar na Gazie” i jest teraz kulinarną wizytówką małego miasta na południu Opolszczyzny.

Nie chcielibyście wiedzieć, co przypominał kształtem kotlet

Na spróbowanie Magda Gessler zamówiła pancakes, dwa burgery wołowe, placki ziemniaczane i kotlet de volaille.
- Pancakes jest gumowaty - powiedziała z oburzeniem słynna restauratorka. Obsługa lokalu „Rammer Jammer” od początku wiedziała więc, że to nie będzie łatwa przeprawa z „Kuchennymi rewolucjami”. Trochę nadziei wstąpiło w nich po ocenie burgerów. Magda Gessler stwierdziła, że byłyby nawet dobre, gdyby mięso zostało dobrze przyprawione.

Z de volaille’em była już jednak prawdziwa katastrofa. Przede wszystkim został za szybko usmażony, wskutek czego był surowy w środku. Na dodatek pani Magda z nieukrywaną złośliwością przyznała, że przypomina jej pewną część męskiego ciała, którą na co dzień skrywamy przed oczami innych...

Restauratorka zażyczyła sobie jeszcze placki i pierogi. Po podaniu stwierdziła, że te pierwsze są za żółte.
- Dodajecie pewnie do nich vegety - krzyczała na obsługę.
- Nie, nie dodajemy - zapewniała Aleksandra Małota, jedna z kucharek.
- Akurat. Zaraz ją znajdę - zakomunikowała Magda Gessler i wparowała na kuchnię w poszukiwaniu soli z dodatkiem suszonych warzyw i glutaminianu sodu. Nie znalazła jej, bo kucharki faktycznie takowej nie używają.

Na koniec dowiedziały się jeszcze, że ciasto w pierogach jest za grube.
- Nie podobał się wystrój lokalu, nie smakowało jedzenie. Nawet ja się pani Magdzie nie podobałam. Byliśmy załamani - opowiada pani Katarzyna.

Kotlet nawet, nawet, ale ogórki do ogórkowej źle zakiszone

Kolejnego dnia mieli jednak okazję się zrewanżować. Pani Magda poleciła obsłudze restauracji, aby przygotowali takie posiłki, którymi chcieliby poczęstować swoich najbliższych. I aby włożyli w to więcej serca. Zdecydowano się na kotlet mielony oraz zupę ogórkową. Tym razem było już trochę lepiej. Sam kotlet degustatorce nawet smakował. Ale zupa już nie. - Źle zakiszone ogórki prawdopodobnie - miała stwierdzić, smakując podaną ogórkową.

Wieść o tym, że w Głogówku kręcone są „Kuchenne rewolucje”, szybko rozeszła się po okolicy. Drzwi w lokalu się nie zamykały, bo wielu mieszkańców chciało zobaczyć przy pracy autorkę słynnego programu. Ci, którym udało się znaleźć miejsce przy stoliku, długo konsumowali zamówienia, chcąc jak najdłużej móc przebywać w takim towarzystwie.

- Pani Magda uznała, że trzeba zmienić wystrój lokalu, jego nazwę, menu - opowiada właścicielka restauracji. - Stwierdziła, że „za mało jest Ameryki w tej Ameryce”. Choćby dlatego, że nie ma steków. I że trzeba postawić na polską, tradycyjną kuchnię. Z menu zniknęły pancakesy, a zamiast nich pojawiły się naleśniki. Wykreślono burgery i wprowadzono gulasz z jelenia wg Magdy Gessler. Zrobiło się bardziej polsko.

Oczywiste było, że „Rammer Jammer” również musi zostać zmienione na coś bardziej strawnego dla klientów. - Powiedziała, że to głupia nazwa. Zapytała mnie, czy w ogóle wiem, co to oznacza po angielsku. Nie wiedziałam oczywiście - opowiada pani Katarzyna.

W dosłownym tłumaczeniu to „szaleństwo ubijania” albo „zabawa w ubijanie”. Gessler przetłumaczyła to z kolei jako „seks we troje”. Generalnie chodziło o to, że na­zwa jest całkowicie bez sensu. I zaproponowała swoją - „Gar na Gazie”. Swojską, ciekawą, nawiązującą do tego, że dania podawane w restauracji są świeże.

Ekipa remontowa zabrała się za przebudowę niewielkiego lokalu. Ściany zostały przemalowane na żółty kolor, pojawiła się na nich również boazeria. Na ścianach powieszono rozmaite garnki, garnuszki i durszlaki. Żeby powiększyć miejsce, wyburzono bar, który znajdował się po lewej strony od wejścia do restauracji. Przy wejściu do kuchni pojawiła się zasłonka w kolorze ścian. Wyposażenie baru z napojami i szklankami trafiło do stylowej szafki, na której stanęły lampy z... białych wiaderek. Całość uzupełniły nowe obrusy, kwiaty i inne ozdoby. Lokal robi teraz miłe i przytulne wrażenie.

Przepisy pani Magdy ściśle strzeżone

Obsługa „Gara na Gazie” dostała listę zakupów do przygotowania na kolację, która miała na trwałe zmienić wizerunek restauracji. Magda Gessler przekazała im kilka przepisów, m.in. na zupę chrzanową, gulasz oraz budyń z ajerkoniakiem.

- Przepisów tych nie możemy niestety zdradzić - śmieje się pani Katarzyna.

Podczas przygotowywania kolacji była okazja do poznania bliżej słynnej restauratorki.
- Okazało się, że jest dużo mniej surowa niż na początku. Była uczynna, pomagała nam w kuchni - opowiada kucharka Aleksandra Małota. - Chociaż przyznam, że ciężko się pracuje przy kamerach, kiedy trzeba uważać na kable w kuchni i inne rzeczy. Ale jakoś sobie poradziliśmy.

Umowa, jaką uczestnicy programu podpisali z producentem, nie zezwala na ujawnianie wielu szczegółów tego, jak powstaje odcinek „Kuchennych rewolucji”. Nie wolno na przykład robić jakichkolwiek zdjęć czy kręcić filmów. Nie można także korzystać z wizerunku głównej prowadzącej do momentu, w którym cała produkcja zostanie zakończona.
- To jednak bardzo fajna przygoda - uśmiecha się pani Aleksandra.

Ekipa kroiła mięso, robiła zasmażki, a Magda Gessler głównie doprawiała potrawy. Ich współpraca o mało nie doprowadziła jednak do prawdziwej katastrofy. Tuż przed samą kolacją, która miała być podsumowaniem rewolucji, okazało się, że gulasz został dwa razy posolony.
- Zrobiło się bardzo nerwowo. Zdecydowaliśmy się jednak go reanimować - mówi kucharka.

Do gulaszu powędrowało więc mnóstwo piwa, pomidorów, ziemniaków i śmietany kremówki. Czyli wszystko to, co wyciąga sól. Udało się.

Były kanapki z pastą musztardowo-majonezową i jajkiem

Zanim jeszcze zaproszono mieszkańców na kolację, zorganizowano promocję na ulicach Głogówka. Do nowego lokalu miały zachęcać serwowane kanapki z wiejskim chlebem i pastą musztardowo-majonezową oraz jajkiem. Mieszkańcom bardzo smakowało.

Na kolację ekipa ugotowała także rosół wołowy. Mięso, które zostało wyjęte z gara po ugotowaniu rosołu, zostało wykorzystane do przygotowania farszu. Tu również przydał się jeden z przepisów na przedwojenne pierogi, jaki pani Magda ma w swojej własnej książce kucharskiej.

Sama kolacja, poza incydentem z gulaszem, wypadła dobrze. Ów gulasz serwowano z buraczkami i purée z marchewki, nikt z zaproszonych gości nie narzekał. Swoje usłyszała jednak pani Katarzyna, której restauratorka z Warszawy zarzuciła, że zbyt mało angażuje się w kuchni. Wciąż nikt tak naprawdę nie wiedział, czy z tej rewolucji coś jednak będzie i jak niewielki lokal „Gar na Gazie” wypadnie w tym medialno-kulinarnym teście.

Chodzi o to, aby obsługa nie szła na łatwiznę

Najważniejsze w „Kuchennych rewolucjach” jest bowiem to, czy rewolucja się przyjmie na dłużej. O tym w praktyce decyduje Magda Gessler, która po pewnym czasie wraca do lokalu, by sprawdzić, czy wszystkie zaproponowane przez nią zmiany zostały wdrożone i czy obsługa restauracji nie idzie na łatwiznę.

Pani Magda wróciła po czterech tygodniach. Zamówiła sobie gulasz, zupę chrzanową, kiełbasę na gorąco, placek ziemniaczany, mielonego i pierogi. - Byliśmy pełni obaw - opowiada pani Katarzyna. - Ale okazało się, że pani Gessler jest bardzo pozytywnie zaskoczona. Powiedziała, że bardziej spodziewała się, że chluśnie mi wodą w twarz, niż będzie chwaliła to, co tutaj zastała. Jedzenie jej tak bardzo smakowało, że kazała sobie zapakować na wynos! - podkreśla restauratorka.

Mało tego, sprawdzian się udał pomimo tego, że w przygotowywaniu zupy wprowadzono pewną zmianę. Chodziło konkretnie o to, że do zasmażki został dodany tłuszcz z wędzonki zamiast tradycyjnego smalcu. Restauratorka stwierdziła jednak, że zupa smakuje wyśmienicie.

Sensem „Kuchennych rewolucji” jest właśnie próba przekonania restauratorów, że muszą podchodzić do swojej pracy z olbrzymim zaangażowaniem i nie szukać drogi na skróty.

- Nam się udało, być może dlatego, że my przygotowujemy wszystko świeże. Zamrażarki są u nas puste, co pani Magda widziała - mówi właścicielka „Gara na Gazie”.

Pani Katarzyna codziennie rano sama chodzi po zakupy wszystkich niezbędnych w kuchni produktów. Warzywa lubi kupować w tradycyjnych sklepikach osiedlowych. Mięso kupuje w lokalnej, sprawdzonej masarni. Z kolei gicze i kości wołowe zamawia w ubojni, do której również ma zaufanie.
- Do samego gulaszu trzeba kupić około 8 kilogramów mięsa. To starczy na dwa dni. Gulasz schodzi u nas dość szybko, dlatego możemy sobie pozwolić na świeże potrawy - mówi.

„Gar na Gazie” należy do tych restauracji, w których na przygotowanie potrawy trzeba swoje odczekać. - W niektórych przypadkach 40 minut, a nawet i godzinę - mówi Aleksandra Małota. - Ale za to mamy wszystko świeże.

Zwolnił kucharkę i okazało się, że cała rewolucja poszła na marne

Nie wszyscy dobrze wspominają pobyt znanej restauratorki w swoim lokalu. Mniej szczęścia miał właściciel restauracji w Białej Podlaskiej, którego widzowie mogli oglądać w lutym tego roku.

W niejasnych okolicznościach zakończył współpracę ze swoją kucharką, w którą bardzo wierzyła Magda Gessler. To właśnie jej przekazała swoje autorskie przepisy i całą wiedzę o nich. Po powrocie okazało się, że lokal wrócił do starych, złych nawyków, a specjalnie opracowanych potraw najzwyczajniej nie ma komu gotować.

W przeszłości zdarzało się również, że restauratorzy pozywali słynną restauratorkę do sądu. Twierdzili bowiem, że po emisji programu mają kłopoty z dalszym prowadzeniem swojego lokalu. „Pani Magdo, serdecznie dziękujemy za publiczny lincz, do którego pani doprowadziła. Już nie dziwimy się, dlaczego tyle ludzi po »Kuchennych rewolucjach« podaje panią do sądu. Wszelkie wyzwiska, obrażanie i, dosłownie mówiąc, gnojenie właścicielki będzie udokumentowane, a później będziemy wkraczać na drogę sądową” - napisał na Facebooku właściciel kieleckiej jadłodajni „Wyszynk z Szynką”.

„Gar na Gazie” jest na najlepszej drodze, żeby przygodę z „Kuchennymi rewolucjami” uznać za udaną. W czwartek wieczorem odbyła się premiera odcinka. Mieszkańcy miasta i okolic bardzo chętnie go odwiedzają. Do menu wprowadzono śniadania, wydłużono czas otwarcia, zamiast od 11.00 jest czynny od 8.00 rano.

- Kosztowało to nas dużo stresu, ale efekt jest moim zdaniem zadowalający. Mamy sporo gości, ale także robimy dużo jedzenia na dowóz. Magda Gessler przekazała nam dużą wiedzę na temat tego, jak powinno się prowadzić restaurację. Chociaż ciekawa jestem bardzo, jak to wypadnie w telewizji - mówiła nam jeszcze przed emisją odcinka pani Katarzyna.

Tomasz Kapica

Staram się być wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Zajmują się sprawami, które są istotne dla mieszkańców, a także regionalną i ogólnopolską polityką. Patrzę władzy na ręce. Jeśli jest coś, o czym powinienem widzieć, to dzwoń lub pisz.

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Pro Media Sp. z o.o.