Bądź jak „Kamień” stój, wytrzymaj. Kiedyś te kamienie drgną...

Czytaj dalej
Krzysztof Strauchmann

Bądź jak „Kamień” stój, wytrzymaj. Kiedyś te kamienie drgną...

Krzysztof Strauchmann

Tę historię trzeba wyciągnąć z mroków zakłamania i niepamięci. Wyświetlić do końca, napisać na nowo. Bohaterom oddać cześć, szubrawców potępić. A „Kamieniowi” sprawić godny pogrzeb i zasłużony pomnik na grobie.

Ostatni ślad po człowieku? Świstek papieru, przetarty druczek w aktach sprawy: Protokół wykonania kary śmierci. „Po odczytaniu wyroku oddana została salwa karabinowa, w wyniku której skazany Aleksander Kassaraba poniósł śmierć”. I podpisy lekarza, księdza, dowódcy plutonu.

Ostatnie wspomnienie? Córka Olga miała wtedy 10 lat. Lata później opowiadała swojemu kuzynowi Henrykowi Kassarabie, jak ostatni raz widziała swojego ojca w domu w Suchej Psinie, wiosce koło Baborowa. Matki ani nikogo dorosłego akurat nie było, tylko sama Olga. Przed domem zatrzymał się wojskowy samochód i ludzie w mundurach wprowadzili ojca do domu.

- Aleksander Kassaraba musiał być wtedy przewożony przez UB z Głubczyc do Katowic - domyśla się po latach bratanek skazanego, Henryk Kassaraba. - Chyba pozwolili mu wejść na chwilę do domu, żeby zmienił zniszczone ubranie. Wszedł w asyście żołnierzy, wziął Olgę na ręce, powiedział do córki: Nic się nie martw, wszystko będzie dobrze. Ja muszę jechać z tymi ludźmi, ale wstąpiłem po czystą koszulę. Podszedł do szafy, ściągnął z siebie koszulę i ona z przerażeniem zobaczyła, że był cały fioletowy od bicia. Potem mu kazali wsiadać na pakę ciężarówki i butami wcisnęli go pod ławkę, jak psa. I tak zapamiętała ojca.

- Był twardy, niezłomny, nawet po tygodniach bicia w śledztwie. Po wyroku śmierci nie napisał do prezydenta Bieruta o ułaskawienie, ale tylko wystąpił o rewizję procesu - Marcin Kruszyński nie kryje swojej fascynacji Kassarabą. Kruszyński jest wnukiem Władysława Bryka ps. Brzask, żołnierza Armii Krajowej, który służył na Kresach pod dowództwem Aleksandra Kassaraby pseudonim Kamień. Od dziadka pierwszy raz usłyszał o Samoobronie Wsi, o partyzantach, którzy bronili polskiej wioski pod Lwowem przed banderowcami. O ich dowódcy „Kamieniu”. O powojennej konspiracji. - Marzeniem mojego dziadka było, żeby odnaleźć miejsce, gdzie zakopano ciało jego dowódcy, i pochować go jeszcze raz, godnie. Powtarzał, że tylko za to, co Kassaraba zrobił na Kresach, należy mu się pomnik. Żyłem w przekonaniu, że po roku 1989 roku wszystko wyjdzie na jaw, bohaterowie odzyskają godność, prawdziwa historia zostanie spisana i ktoś odnajdzie grób „Kamienia”. Tymczasem dziadek umarł, a „Kamień” popadł w zapomnienie.

  • W 1945 „Kamień” założył oddział, żeby znów bronić wioski, tym razem na „ziemiach odzyskanych” - przed Sowietami
Pozostało jeszcze 81% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Krzysztof Strauchmann

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.nto.pl

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Pro Media Sp. z o.o.