Alojzy Lysko o włączeniu części Śląska do Polski: To przełom i wielka radość. A potem rozczarowanie

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Borówka
Tomasz Borówka

Alojzy Lysko o włączeniu części Śląska do Polski: To przełom i wielka radość. A potem rozczarowanie

Tomasz Borówka

Mija 95. rocznica przyłączenia części Górnego Śląska do Polski. O tym, co to oznaczało dla Śląska i Ślązaków, rozmawiamy z Alojzym Lyską, pisarzem, publicystą i regionalistą

Lata plebiscytu i powstań śląskich, a wreszcie rok 1922, gdy po trzecim powstaniu część Górnego Śląska przyłączona została do Polski. Czym był ten okres dla Ślązaków, dla Śląska?
To był jakiś przełom, głęboki przełom. W tym czasie, po 600 latach, pojawiły się mocniejsze związki Śląska z Polską. Sporo było na Śląsku ludzi ducha polskiego, a klęska I wojny światowej i cała tragedia powojenna, okres bardzo trudny dla Górnoślązaków, mocno zniechęciły naszych ludzi do państwa niemieckiego. Dostrzeżono możliwość korzystnego otwarcia się na Polskę, kraju jawiącego się spokojnym, bez biedy i wojen. I w końcu nastąpiła inkorporacja do niej części tego Śląska. Moment wkroczenia wojsk polskich na Śląsk to była wielka radość, bo to było coś nowego. Wojsko Polskie przyjmowano z entuzjazmem. Znam wspomnienia starszych ludzi, którzy jako dzieci pieszo i boso lecieli do Pszczyny, bo „polskie wojsko tam przyjeżdża”. Ale jak wielka była to wtedy radość, tak potem wielkie było rozczarowanie.

Rozczarowanie? Co je spowodowało?
Charakterystyczne jest to, że powstańców śląskich, a były ich tysiące, decyzją rządu polskiego rozformowano i rozproszono. Chodziło o to, żeby Korfanty, mając pod rozkazami swoją powstańczą armię, siły tej nie wykorzystał, gdyby nie udały się polskie rządy na Śląsku. Po objęciu władzy przez Polskę, wielu Górnoślązaków, zaangażowanych w niemiecką działalność plebiscytową, musiało wynieść się z polskiej części Górnego Śląska. To się spotkało z niemiecką reakcją. Także w Niemczech, kto się angażował w propolską akcję plebiscytową, został wypędzony do polskiej części Śląska. Tu zaś nastąpił niespotykany napływ ludzi z Galicji i Wielkopolski, którzy chcieli uzyskać na Śląsku dobrze płatne posady. Rzucało się w oczy, że naszych, którzy nie potrafili mówić czysto po polsku, kierowano na podrzędne stanowiska, a swoi, mówiący poprawną polszczyzną, otrzymywali stanowiska wysokie. Choć nie wszyscy mieli odpowiednie wykształcenie. Kolejny problem to jak w praktyce wyglądało stosowanie prawa. W 1922 roku rozpoczął działalność ustawodawczą Sejm Śląski. Wśród pierwszych uregulowań znalazła się ustawa o języku polskim, która spowodowała oczywistą dyskryminację. Górny Śląsk był zawsze utrakwistyczny, wielokulturowy, otwarty. Ludzie bez uprzedzeń posługiwali się tutaj dwoma językami, polskim i niemieckim. Jeśli ta ustawa dyskryminowała Niemców, to pal licho. Ale ona dyskryminowała w poważnym stopniu nas, Górnoślązaków. Zamykała nam usta! Także szkolnictwo poddano ostrej polonizacji. Wszystko to nasi ludzie uznawali za formę pogardy, niesprawiedliwości.

Lysko, Karwat i Woźniczka komentują przyłączenie części Górnego Śląska do Polski w 1922 roku - zobacz wideo:

Jednak polski Górny Śląsk miał autonomię.
Województwo śląskie miało swój parlament i nawet odrębny skarb. I z tego skarbu obficie korzystało. Jednak tylko część środków zostawała na miejscu. Większa ich część zasilała skarb centralny. Podatki były bardzo wysokie i niesprawiedliwe. W przypadku chłopów na wsi były wyższe niż za niemieckich rządów. Również podatki związane z przemysłem czy wielkimi majątkami ustanowiono na wysokim poziomie, że praktycznie były nie do zapłacenia. Dobrą tego ilustracją był książę pszczyński, który nie miał możliwości spłacenia zadłużenia, więc co jakiś czas zabierano mu część majątku. To była forma ukrytej nacjonalizacji, wydziedziczenia niemieckiej własności. Bardzo krzywdzące były też decyzje związane z parcelacją ziemi, wymierzoną głównie w niemieckie majątki.
Politykę restrykcji realizowano też w przemyśle. Niemiecki dotychczas dyrektor nie mógł być dłużej pierwszym dyrektorem. Był już tylko drugim, i to najczęściej technicznym, do czarnej roboty. Natomiast w każdym państwowym zakładzie sprawował władzę ktoś nasadzony przez rząd. Na stanowiska trafiali więc nieraz dyletanci, a brali ogromne pieniądze. Pycha wynosiła tych ludzi nieprawdopodobnie. Widzieli to dobrze śląscy robotnicy. Takie sytuacje były bardzo bolesne, zwłaszcza dla powstańców wiernych Korfantemu. Ogromnie psuło to wizerunek nowej ojczyzny. Rozczarowanie Polską narastało i miało odbicie w nastrojach politycznych. Gdy przeprowadzono wybory do Sejmu Śląskiego na drugą kadencję, okazało się, że powróciły nastroje proniemieckie, a niemieckie partie ogromnie się wzmocniły.

Czyli, paradoksalnie, polska polityka na Górnym Śląsku okazała się na dłuższą metę niekorzystna dla Polski. To chce pan powiedzieć?
Tak, dla Górnoślązaków również. Najwięcej szkód wyrządzono próbując stworzyć nowy model kultury dla Górnego Śląska, który lekceważył spuściznę przodków. Przecinał śląskie korzenie, nie czerpiąc ze wspaniałego dziedzictwa duchowego Ślązaków. Wszystko wtedy musiało nawiązywać do polskiej historii i kultury. To wtenczas począł się ów Śląsk „wymyślony”, który potem obnażył Michał Smolorz. Wtedy też obdarto śląską tradycję z autentycznych wartości, nie mówiąc już o przemilczaniu historii Śląska. Cóż, taka była wtedy rola tego państwa, żeby wzmacniać polskość, i ja to rozumiem. Ale Górnoślązakom, którzy zderzyli się nagle z siłą odrodzonego państwa polskiego, nie zawsze się to podobało i nie wszystko potrafili zaakceptować.
Polska polityka prowadzona na Górnym Śląsku była błędna. Pokutuje ona zresztą do dziś. Jeśli obecną rzeczywistość przeanalizujemy, to wypisz wymaluj niektóre rozwiązania, postawy, nastawienia, konkretne działania, są jak gdyby kopią tamtych z lat 20. i 30. To zasmucające. Gdyby w okresie międzywojennym istniał należyty szacunek wobec autonomii Śląska, mogliśmy pięknie z Polakami współżyć i wzajemnie sobie pomagać. My pomagaliśmy Polsce, na co mamy wiele dowodów, choćby ten, że Skarb Śląski systematycznie wspomagał skarb centralny w Warszawie. I nie mamy o to żadnych pretensji. Trzeba było to młode państwo wspierać. Ale to miało spotykać się z wzajemnością, z okazywaniem nam szacunku. Społeczności, która jest podzielona, wielokulturowa, utrakwistyczna, jak powiedziałem, nie da się w ciągu dziesięciu lat przerobić nagle na jednorodną, polską. To wymagało czasu. Zwolenników zdobywa się w długim procesie ludzkim podejściem, człowieczym, a nie postawami pogardy, ustawicznego spychania na margines. Tego nie można zapomnieć. Jestem wnukiem powstańca śląskiego i noszę w sobie Jego żal. Krótko przed śmiercią wyznał mi z goryczą: - Polska nas nie chciała - chciała naszych hut i kopalń.
Teraz jest dobry czas, aby Polska rozpoczęła przymierze ze Śląskiem na nowych zasadach.

Rozmawiał Tomasz Borówka

Alojzy Lysko
Śląski pisarz i publicysta, nauczyciel, polityk i społecznik. Od lat zajmuje się dziejami Śląska i Ślązaków. W 2016 r. zdobył Grand Prix w V Ogólnopolskim Konkursie Dziennikarskim im. Krystyny Bochenek za „Opowieść górnośląską”, wydrukowaną m.in. na łamach „Dziennika Zachodniego”. Sztuka na podstawie tego utworu została wystawiona przez Teatr Korez pod tytułem „Mianujom mje Hanka”.

Tomasz Borówka

Dziennikarz i historyk. Historia, Śląsk, Katowice, 1939, archeologia, prasa, fotografia, koty, wspinaczka, turystyka, marynistyka, lotnictwo, Kosmos. W Dzienniku Zachodnim do 31 stycznia 2022 r.

Pro Media Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Pro Media Sp. z o.o.